Aktualności

Kiedy opłaca się lokata inwestycyjna

Różne instytucje finansowe różnie określają lokaty inwestycyjne, zazwyczaj oferując pod tą nazwą produkt strukturyzowany - bardziej skomplikowany niż zwykła lokata, bądź lokatę bankową połączoną z funduszami inwestycyjnymi. Oto co warto wiedzieć przed inwestycją w taką lokatę.

Słowo lokata każdemu instynktownie kojarzy się z depozytem bankowym, czyli z gwarantowanym przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, BFG, oprocentowanym wkładem pieniężnym w banku. To najprostsza, najbardziej zrozumiała i jedna z najbezpieczniejszych - a przede wszystkim - najbardziej popularna w Polsce forma lokowania oszczędności. Właśnie z tego względu banki bądź towarzystwa ubezpieczeniowe oferują produkty strukturyzowane pod nazwą lokata inwestycyjna - to się dobrze kojarzy. 

W przekazach marketingowych instytucji finansowych dotyczących omawianych produktów nie ma niczego niekorzystnego dla klienta, pod warunkiem, że nie wprowadzają one w błąd. Każdy twórca lokaty chce się pochwalić zyskiem oraz bezpieczeństwem. Inaczej nie da się kogoś przekonać do zainwestowania w dany produkt. Jeżeli natomiast informacje o potencjalnych zyskach oparte są o tzw. „backtesty”, czyli analizę historycznych zachowań danego aktywa, a kwestia gwarancji ograniczona jest do zachowania wyłącznie wartości nominalnej pierwotnie zainwestowanej kwoty - sprawa powinna obudzić naszą czujność. 

Zdarza się, że produkty strukturyzowane oferowane pod nazwą lokaty inwestycyjnej mają niewiele wspólnego z bezpieczeństwem oczekiwanym od lokaty. Ich konstrukcja oparta jest bowiem na opcji - instrumencie pochodnym, którego wartość zależy od zachowania instrumentu, na który jest wystawiona. Instrument ten może być prosty - jak np. indeks WIG20, ale równie często jest nim indeks kompozytowy, czyli sztuczny twór złożony z innych indeksów. Wszystko w głównej mierze zależy od okresowej mody na daną klasę aktywów. Pamiętajmy, że instytucje finansowe konstruują ofertę pod kątem tego, co się łatwo sprzeda. 

Produkty strukturyzowane są dosyć abstrakcyjne i mocno oderwane od realnej gospodarki. Inwestor lokuje środki w produkt opakowany najczęściej w formę prawną polisy ubezpieczeniowej, gdzie składka w głównej mierze inwestowana jest w ubezpieczeniowy fundusz kapitałowy, który znowu inwestuje w kompozytowy indeks składający się z innych indeksów. Dopiero te indeksy - jeżeli są akcyjne - składają się z podstawowych instrumentów finansowych, jakimi są akcje danych przedsiębiorstw. Całość oczywiście generuje koszty na każdym z etapów składania. Co do oczekiwanych zysków, to raczej nie należy się ich spodziewać po tego typu konstrukcjach. Najczęściej subskrypcje produktów strukturyzowanych kończyły się wypłatą gwarantowanej sumy - czyli zazwyczaj 100 proc. zainwestowanego kapitału. Zapewne nie takiego finału oczekiwali inwestorzy lokujący środki na okres chociażby dwóch lat. 

Przed wybuchem kryzysu 2008 roku banki oraz firmy pośrednictwa finansowego wprowadziły masowo na rynek produkt inwestycyjny określany jako polisolokata. W tym przypadku także nie doczekaliśmy się jednej definicji tego produktu. Cechą wspólną jest na pewno forma prawna - ubezpieczenie na życie i dożycie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Ubezpieczyciele włączali do polisolokat przeróżne aktywa - od funduszy inwestycyjnych poprzez kontrakty na kruszce, na depozytach bankowych kończąc, (co akurat najrzadziej się zdarzało). Kolejną cechą wspólną jest opłata likwidacyjna. Jeżeli klient chciał zerwać umowę przed terminem jej zakończenia - a te wynosiły od 2 do nawet 15 lat - musiał ponieść koszty związane z tą decyzją. Często te koszty były na tyle wysokie, że klient tracił istotną część z zainwestowanego kapitału, gdy decydował się na taki krok. Ze względu na medialne doniesienia o oferowaniu tych produktów klientom wbrew ich interesowi oraz ze względu na serię przegranych spraw sądowych przez instytucje finansowe dotyczących polisolokat, sytuacja zmieniła się na lepsze dla klientów. I chociażby tego typu produkty obecnie są obarczone niższymi kwotami wyjścia niż przedtem. 

Z czasem firmy finansowe zaproponowały klientom lokaty inwestycyjne jako połączenie depozytów w pakiecie z funduszami inwestycyjnymi. To bardzo proste w konstrukcji produkty, a w zasadzie dwa odrębne instrumenty finansowe, połączone jedynie nazwą. Zdarza się także, iż bank podwyższa oprocentowanie na depozycie klientowi, który zdecyduje się przeznaczyć część inwestowanych środków właśnie w fundusze. Banki przygotowują tego typu promocje zazwyczaj w okresach, kiedy zależy im na sprzedaży funduszy inwestycyjnych. Obie strony - i bank i klient wiedzą dobrze, że takie inwestycje nie zaliczają się do kategorii produktów kupowanych impulsywnie, więc reklama jest zaproszeniem do rozmowy – i tak należy ją traktować, z której może dopiero wyniknąć podpisanie umowy.

Warto zauważyć, że Polacy mimo śladowego oprocentowania lokat bankowych wynikającego z niskiego poziomu stóp procentowych wciąż decydują się trzymać pieniądze w ten sposób. To generalnie szkodzi całej gospodarce, której potrzeba środków na dalsze inwestycje . Stąd różnego rodzaju wysiłki bankowych speców od marketingu, aby zwiększyć sprzedaż funduszy.

 

Oczywiście bankowcy nie chcą sprzedawać funduszy inwestycyjnych w celu pompowania krwi do gospodarki, czyli dostarczania jej kapitału. Głównym ich celem jest osiągnięcie zysku z opłat ponoszonych przez klientów funduszy. W tym nie ma niczego złego, o ile klient odnosi na tyle duże zyski, że jest się w stanie nimi dzielić. Ale jak to zazwyczaj bywa w branży finansowej - szkopuł tkwi w dobrych intencjach instytucji finansowej, pracownika banku oraz wzajemnym zaufaniu. Pracownik banku powinien przede wszystkim dobrze zbadać o potrzeby i oczekiwania klienta i zaoferować mu produkt odpowiadający jego profilowi. Służą temu ankiety i klasyfikacje wprowadzone przez MiFID - unijną dyrektywę dotyczącą rynków finansowych. Każde jednak regulacje da się obejść i jeżeli klientowi oczekującemu bezpieczeństwa i płynności, bo np. za pół roku ma wesele córki i będzie potrzebował gotówki, pracownik banku zaoferuje półroczną lokatę z podwyższonym oprocentowaniem z tytułu nabycia funduszu opartego o akcje małych i średnich spółek, to nie należy się spodziewać dobrego finału takiej inwestycji i zadowolenia klienta. Ten otrzyma bowiem tylko w części to, czego oczekiwał w postaci lokaty. Reszta oparta o fundusze może natomiast podlegać silnym wahaniom wartości kapitału. 

Lokata inwestycyjna jest korzystnym rozwiązaniem pod warunkiem, że jest prostą konstrukcją, opartą o uczciwie sprzedane i zyskowne fundusze inwestycyjne otwarte, oferowane jako dodatek do depozytu. Tu przede wszystkim klucz do sukcesu leży w odpowiednim doborze produktu do potrzeb klienta. Nawet najlepsze i najbardziej zyskowne fundusze mogą być nieodpowiednie dla kogoś, kto potrzebuje wysokiej płynności inwestycji. 

Brak Komentarzy, Bądź pierwszy!