Aktualności

Kredyt hipoteczny vs wartość mieszkania

Nawet kupując telewizor za kilka tysięcy złotych w promocji „raty zero procent” zawsze płacimy dodatkowo kilkaset złotych kosztów kredytu. Podobny schemat występuje przy finansowaniu zakupu mieszkania. Jednak zyskujemy o wiele więcej kupując mieszkanie w kredycie, niż tylko zobowiązanie. Oto dlaczego.

Bierzemy kredyt hipoteczny i… czy mamy prawo narzekać na jego koszty, które narzucają nam bankowcy? Obraz banków w oczach społeczeństwa jest jednoznaczny – bankowcy to bezwzględni biznesmeni, którzy zarabiają na krzywdzie zwykłych ludzi. Niestety, tak jest obecnie urządzony system gospodarczy, że wszyscy muszą zarabiać –  my również – a bank to też regularna firma. I jak każda inna powołana jest przez swoich właścicieli do zarabiania pieniędzy.

Skoro kredyt to produkt sprzedawany przez bank (firmę), to musi kosztować, by właściciel mógł na tym zarobić. Z drugiej strony, powinniśmy być zadowoleni, że takie firmy i ich produkty istnieją i mamy możliwość podpisania z nimi umowy. Kredyt hipoteczny jest bowiem jednym z najbardziej sprawiedliwych produktów bankowych. Bank zarabia, ale dzięki temu chociażby młodzi ludzie już na starcie swojego życia są w stanie rozpocząć je we własnym lokum, a to bardzo ważne. Oczywiście w związku z tym trzeba ponieść określone koszty.

 

Magia liczb i finansowa rzeczywistość

Już na pierwszy rzut oka z harmonogramu spłat kredytu hipotecznego wiemy, że pożyczając 300 tys. zł oddajemy dodatkowo do banku 180 tys zł. To robi negatywne wrażenie i często powoduje chwilowe zawahanie, a czasem nawet oburzenie. Czy te dodatkowe koszty realnie są aż tak duże? I tu uwaga, bo gdyby zasady kredytu na telewizor przenieść na kupno mieszkania, do oddania bankowcom mielibyśmy nie 60, a 140% tego, co pożyczamy. Dlaczego? W grę wchodzi czynnik czasu. To on decyduje, że niewielki procent jaki kosztują pożyczone pieniądze, zmienia je w pokaźną kwotę. Spoglądając na to od innej strony – dobra i sprawdzona zasada mówi, że duże zamierzenia, które przytłaczają swoją wielkością, należy dzielić na mniejsze etapy. Czyli, zdobycie imponującego szczytu zaczynamy od pierwszego kroku po jego zboczu, żeby przebiec maraton trzeba wykonać ten pierwszy, mały krok,a  żeby spłacić kredyt, trzeba zacząć od pierwszej raty.


To znaczy, w  momencie kupowania mieszkania za 300 tys zł perspektywa oddania 180 tys zł dodatkowo wypada cokolwiek gorzko. Jednak, matematyki finansowej nie zmienimy, ale możemy ją sobie osłodzić dzieląc tę kwotę przez 360. Dlaczego? Tyle miesięcy spłacamy najczęściej udzielany kredyt hipoteczny, czyli na 30 lat.  Otrzymujemy wtedy 500 zł/mies. To już wygląda lepiej, Oczywiście 500 zł to nadal spora suma, jednak większość z nas jest w stanie ponieść takie koszty w miesiącu. I dla porównania, rodzina, w której obydwoje dorosłych pali papierosy (a jest ich sporo), mniej więcej tyle samo wydaje miesięcznie na tę używkę.

 

Kiedy koszt to inwestycja

Warto też analizując kredyt na mieszkanie widzieć w nim nie tylko koszty, ale przede wszystkim  inwestycję. Kupując telewizor lub samochód, stajemy się posiadaczami czegoś pożytecznego co jednak już w momencie zakupu tracić na wartości. I tak, po kilku latach odzyskamy niewielką część ceny zakupu. Dodając do tego koszty ewentualnego kredytu na TV czy auto, wtedy śmiało możemy powiedzieć sobie, że przepłaciliśmy.


Z nieruchomościami jest zupełnie inaczej. Poza zupełnie nietrafionymi lokalizacjami i pomijając lata kryzysów – na nieruchomościach po prostu się nie traci. Zwłaszcza rozpatrując taką inwestycję w okresie trzydziestu lat. Tak powinniśmy spojrzeć na to zagadnienie.
Obserwując wzrost cen nieruchomości po 1989 roku w Polsce, można śmiało stwierdzić, że co roku nasze mieszkanie zyskuje na wartości kilka procent. Już skromne trzy procent rocznie składane przez trzydzieści lat spowoduje, że kupione za 300 tys. zł lokum, w przyszłości będzie warte ponad 700 tys zł. A milionerami staniemy się, jeśli tylko odrobinę odważniej ocenimy wzrost cen – 4 procent wzrostu rocznie zrobi z nas milionerów.


Podsumowując., jak można się  było przekonać, na początku kredyt hipoteczny nie zapowiada od razu spodziewanych profitów, zwłaszcza jeśli przyjrzymy się harmonogramowi spłat tylko od strony liczbowej, bez szerszego kontekstu. Jednak w dłuższej perspektywie okazuje się to całkiem dobrą inwestycją w swoją finansową i mieszkaniową przyszłość.

  

Zapamiętaj jeszcze:

- Na początku spłaty kredytu hipotecznego większą część raty stanowią odsetki, zatem nasz dług maleje bardzo powoli. Przez pierwsze 10 lat spłacimy tylko nieco ponad 20% pożyczonego kapitału. Spłacenie jego połowy zajmuje prawie 20 lat, czyli 2/3 okresu kredytowania. Później już jest z górki.
- Przy kredytowaniu zakupu mieszkania musimy oddać ponad połowę więcej niż pożyczamy, dlatego warto zastanowić się nad wcześniejszą spłatą kredytu.

 

Brak Komentarzy, Bądź pierwszy!